Bibliografia  

Moi rodzice są inteligentami i nazwiska pisarzy zawsze wymawiali przyciszonym głosem.
Kiedy miałem siedem lat, zacząłem czytać „Józefa i jego braci” Tomasza Manna. To, że nie rozumiałem połowy treści, nie stanowiło przeszkody, bo nie rozumiałem, że nie rozumiałem. Mama ostrzegała mnie, że w ten sposób na starość będę czytał książki dla dzieci. Być może dlatego w wieku lat jedenastu przyjąłem motto Pete'a Townshenda z zespołu The Who: mam nadzieję, że umrę, zanim się zestarzeję.
W wieku lat szesnastu przeczytałem „Istotę i formy sympatii” Maxa Schelera, którą uznałem za książkę rewelacyjną i która sprawiła, że zapragnąłem jeść sushi. Nigdy nie byłem w stanie przeczytać Husserla. W liceum zacząłem czytać po włosku, co później zaowocowało kontaktem z myślą Pasoliniego. Pobyt we Włoszech sprawił, że książki i ideologie zacząłem bardziej przeżywać, niż w nie wierzyć. W tej chwili wierzę tylko w Boga – a książki i ideologie uważam za narzędzia w Jego ręku. Książka, którą najmocniej przeżyłem, to „Eugeniusz Oniegin” Aleksandra Puszkina (czytany w oryginale).

Moi ulubieni pisarze to Puszkin (ale nie w polskich przekładach), Jane Austen, Dostojewski, Poe, Gogol, Dickens, Hugo, Hawthorne, Conrad, Wilde, Hoffmann i książę Saint-Simon. Jeśli chodzi
o Włochów, to Dante, Ariosto, Pascoli, Saba, Gadda, Sciascia, Pasolini. Jeśli chodzi o Polaków,
to Malczewski, Mickiewicz, Norwid, Prus, Leśmian, Gombrowicz, Mrożek, Lem, „Inne pieśni” Dukaja.

Bardzo dużo czytam, ale rzadko kiedy z przyjemnością. Większość książek nie podoba mi się wcale. Dlatego pewnie piszę własne.