Bibliografia  

 

 

Heroina

 

Heroina, 2002


Kiedy pisałem tę książkę, myślałem, że to wspomnienia tasiemca. Krytycy mówią, że to studium dezintegracji świadomości albo traktat o szczęściu. Książkę, ze względu na tytuł i temat, kupiło jakieś 40 000 osób, a przeczytało więcej, może nawet 100 000. Ogólnie się raczej podobała niż nie podobała. Czasem myślę,
że zasadniczo nie została zrozumiana, szczególnie przez znawców
(z pewnymi wyjątkami, którymi są Jerzy Stuhr, Mirosław Pęczak oraz Justyna Polaczyk), ale kogo to obchodzi, co myśli autor?
Jeśli autor pisze dla czytelników, to czytelnicy mają rację.
A jeśli pisze dla siebie, to co go obchodzi odbiór czytelników?

 

 

Kilka nocy poza domem

Kilka nocy poza domem, 2002

 

W książce występują teletrupy, głosy w ciemności mówiące do rymu, złe pomysły przesiąkające z głów ludzi, którzy je ukrywają, do głów innych ludzi, którzy je wykorzystują etc. Książka nie posiada żadnego zakończenia. Pisząc ją, próbowałem stworzyć problem najpotworniejszy z możliwych, zarówno z punktu widzenia dziennikarskiego, jak i moralnego. Być może to się w jakiejś mierze udało – ale okazało się, że taki problem siłą rzeczy nie ma rozwiązania. Oczywiście gryzłem się po rękach i nadal gryzę, żeby rozwiązać ten splot zagadek, podobnie jak bohater. Ale im bardziej bohater próbował zrozumieć, tym bardziej wydawało mu się, że rozumienie, albo pragnienie rozumienia, jest częścią problemu.
I ja podobnie myślę, gdy znowu siadam do tej przeklętej książki.

Książkę uznano za wartki kryminał z zacięciem społecznym.
Mam o to pretensje do krytyków, ale oczywiście bez sensu. Sam nie umiem książki rozwikłać, a domagam się, żeby inni prawidłowo rozumieli.

 

 

Bagno

Bagno, 2003.

 

Książka o tym, jak nirwana (ale nie ten zespół) chodzi po torfowiskach i prowadzi śledztwo. I tu pojawia się pytanie:
czy nirwanie wolno? Nawet śledztwo opiera się na morderstwie, potępienie zbrodni – na zbrodni, a potępienie tego potępienia –
na jeszcze większym, ogólnym potępieniu, które jest zbrodnią już totalną. Tak to jest, jak się buduje świątynie (albo nirwany)
na bagnach. Książka została uznana za kryminał, ale spodobała się czytelnikom i krytykom – wszyscy ją zrozumieli (naprawdę zrozumieli, nie pod względem kryminalnym, bo pod względem kryminalnym akurat nie było tam nic do rozumienia). Pełen sukces. Ciekawe, że rzadko myślę o tej książce.

 

 

Żmije i krety

Ukochani poddani cesarza, 2003-2004
(tom pierwszy: Żmije i krety,
tom drugi: Szczury i rekiny,
tom trzeci: Elfy i ludzie).

 

Fantasy. Jak wiadomo, konwencja niezwykle dramatyczna. Dobro (często trochę kalekie, ale zawsze dobro) walczy ze złem. Jakoś tak się stało, że wykorzystałem tę konwencję, aby stworzyć świat totalnie zły, w którym zło walczy ze złem. Wyobraźmy sobie „Rok 1984” Orwella – ale bez Winstona Smitha. Albo „Justynę czyli nieszczęścia cnoty” markiza De Sade, w której Justyna jest tak samo okrutna, jak jej prześladowcy. Wyszło coś, co na pewno nie jest grecką tragedią, w której obie strony konfliktu czynią źle, ale każda ma za sobą jakąś swoją rację. Jest to raczej hipertragedia albo antydramat, gdzie za żadną postacią nie stoi żadna akceptowalna racja.

Fani fantasy uznali, że rewolwerowy szakal z głównego nurtu literatury próbuje wedrzeć się do ogrodu fantazji i epatuje niestrawną przemocą, bo myśli, że w ten sposób zarobi pieniądze.
Ludzie mają dziwne pomysły na temat pieniędzy.

Szczury i rekiny
Elfy i ludzie
Przypadek Justyny

Przypadek Justyny, 2004

 

Jak powiedział pewien Włoch, jest to współczesna wersja „Idioty” Dostojewskiego w wersji turbo, w postaci psychokryminału, gdzie małe słodkie puci-puci, zionąc cukierkowo pachnącym młe-młe, dezintegruje już nie tylko rodziny, ale także organizmy.

Książka podobała się bardziej krytykom niż czytelnikom.
Co ciekawe, ani jedni, ani drudzy jej nie zrozumieli. Rzadko myślę
o tej książce. Może trochę się gryzę, że czytelnicy przeważnie nie rozumieją zakończenia. Ale chyba wcale im to nie przeszkadza.
Może nawet pomaga.

 

 

Nionio

Nionio, 2004

 

Ta książka to próba zawalczenia z tym, co jest istotą zarówno detektywa, jak i w ogóle człowieka. Tym czymś jest pragnienie wiedzy, zrozumienia, uporządkowania i opanowania. Odciskanie swojego mentalnego genotypu na wszystkim wokół. Racjonalizowanie, wyjaśnianie i w ten sposób – odkształcanie. Hodowanie, wychowywanie świata i jego wizji. Jednym słowem – ojcostwo. Uznałem, że kiedy wszystko wokół nas staje się totalnie określone, książki, w imię wolności i życia, powinny przestać określać i zacząć od-określać. Postanowiłem napisać książkę odokreślającą o tym, jak pewien określacz, detektyw-wychowawca, zostaje odokreślony. Ponieważ miałem wiele problemów
z określeniem samego siebie, z akceptacją procesu wychowawczego
i w ogóle istnienia czegoś takiego jak ojcostwo, wyszła z tego książka nie filozoficzna, a bardzo osobista.

Książka została uznana przez czytelników za niezrozumiałą
(co chyba mnie martwi, a raczej nie powinno, skoro pisałem ją ku chwale nieokreślenia). Pewien krytyk stwierdził, że Piątek napisał książkę bez sensu, tylko po to, aby zarobić na kupno nowej lodówki. No bo przecież jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Cwany detektyw.

 

 

Dobry Pan

Dobry pan, 2005

 

Ta książka to próba stworzenia książki konsekwentnie fantastycznej, tylko bez sztafażu science-fiction czy fantasy. Próba wyobrażenia sobie sytuacji absolutnie, biologicznie i logicznie niemożliwej – oraz deformacji, jakie ta sytuacja musiałaby wywołać w psychice i emocjach bohatera. W efekcie powstał antyhorror, który straszy słodyczą. Książka zdenerwowała czytelników i została zignorowana przez krytyków.

 

 

Błogosławiony wiek

Błogosławiony wiek, 2006

 

Opowieść fantastyczna, dziejąca się w alternatywnym XXI wieku, gdzie technologia jest podobnie rozwinięta, ale społeczeństwo nadal wyznaje XIX-wieczne wartości wiktoriańskie. Treścią książki jest wiara i przeznaczenie. Ze względu na to, że te kwestie są dla mnie podstawowe, książka jest osobista.

Pałac Ostrogskich

Pałac Ostrogskich, 2008

 

Opowieść o życiu i nieżyciu, zawierająca całą prawdę
i nieprawdę. Mały podręcznik: „jak mogą ze sobą współistnieć rzeczy i ludzie, które nie mogą ze sobą współistnieć”. Książka osobista.

Morderstwo w La Scali

Morderstwo w La Scali, 2009

 

Myślałem nad tą książką dziesięć lat. Pisałem dwa miesiące.
A potem poprawiałem znowu przez dwa lata. To była chyba największa praca mojego życia i do tej pory czuję ją w kościach
co rano, kiedy się budzę. Czytelnicy zauważyli, że to nie tylko kryminał, za co codziennie dziękuję Bogu.